ODKRYCIE SZTOLNI W LUBOMINKU
Lubomin to niewielka wieś łańcuchowa położona
około 6 km na północny-zachód od Wałbrzycha, usytuowana pomiędzy
masywami Trójgarbu i Chełmca
w górnej części doliny potoku o nazwie Czyżyka. Ta rolnicza miejscowość znajduje się tuż
poza
północnymi granicami rejonu wałbrzyskiego zagłębia węglowego jednak mimo to nie jest wolna od
górniczej
przeszłości. Miejscowa ludność od najdawniejszych czasów znajdowała zatrudnienie w
okolicznych kopalniach węgla, w
wałbrzyskim Konradowie czy Boguszowie a także kopalniach rud
metali w pobliskim Jabłowie. Również w samej wsi pod
koniec XVIII wieku funkcjonowała mała kopalnia
węgla o nazwie "Friedrich Wilhelm". Do historii górnictwa w rejonie
Lubomina wnoszą bardzo dużo jego dwie
kolonie:
Lubominek i Chełmiec głównie dzięki
temu, że znajdują się w obrębie pól górniczych
kopalń
"Emilie Anna", "David Zubebör" a także
"Erwünschte Zukunft" i nietrudno tam się
natknąć na
pozostałości dawnego górnictwa.
Niedawno Sudecka Grupa Eksploracyjna
zlokalizowała właśnie w
tej okolicy jedno
bardzo interesujące miejsce. Na północny-
zachód od ostatnich zabudowań
Lubominka
położone jest niewielkie wzgórze bez nazwy o
wysokości 638 m.n.p.m, na jego
zachodnim
stoku jeden z członków SGE odnalazł
pozostałości bardzo starej sztolni. Miejsce to
wyglądało wręcz podręcznikowo, hałda
porośnięta grubymi drzewami co wskazywało
na sędziwy
wiek wyrobiska, wartki wypływ
wody ze sztolni i ledwo już odznaczające się na
stoku zaklęśnięcie
po zawalonym wylocie.
Ponadto kilkaset metrów powyżej wylotu sztolni
odnaleźliśmy ślady po
sporym szybie a to
może świadczyć, że jest to większy obiekt.
Dodatkowo sprzyjający był również
fakt, że
sztolnia nie robiła wrażenia zawalonej a
jedynie zasypanej podczas likwidacji, co
wiele
ułatwia. W SGE zapanowała atmosfera
mobilizacji, sztolni ci u nas dostatek, ale tak
dogodnych do eksploracji jest już o wiele
mniej. Pierwszym krokiem była analiza dostępnych map górniczych
i materiałów źródłowych w celu ustalenia jak rozległe
może być to wyrobisko i czy była to kopalnia
węgla czy może rud metali, bo w tej okolicy również i takie się zdarzały.
Niestety po przestudiowaniu
dostępnych dokumentów okazało się, że naszej sztolni niema ani na mapach z końca XIX
wieku ani tych z
pierwszej połowy XX wieku. Jest to spowodowane prawdopodobnie faktem, że starego i od dawna
niewykorzystywanego już wtedy chodnika nie zaznaczano na kolejnych wydaniach map. Jednak udało się nam
natknąć na
pewne wskazówki, wyrobisko leży w obrębie pola górniczego kopalni "Emilie Anna" a
dokładnie na jego północno-
wschodnim skraju. Zaledwie kilkadziesiąt metrów na
północ od wychodni rozległego
pokładu węgla "David", ciągnącego się od okolic wałbrzyskiego Konradowa
po
północnej stronie kopuły Chełmca aż po wzgórza górujące nad Gorcami, gdzie stał się
głównym
pokładem (Hamp-Flöz) kopalni "Emilie Anna". Co więcej kilkaset metrów na
południowy-zachód od miejsca
które odnaleźliśmy, na tym samym poziomie znajduje się
równoległa, wręcz bliźniacza sztolnia opatrzona
opisem "Rösche N° 3". Co w tym
przypadku należy rozumieć jako sztolnie odwadniającą, wyrobisko to łączy
się z
chodnikiem eksploatacyjnym wykonanym we wcześniej wspomnianym pokładzie węgla.
Na mapie
kopalni opisano jeszcze Rösche N° 1 i 4 brak jednak numeru 2... I w tym
momencie cała łamigłówka zaczęła
się układać w jedną całość, sztolnia którą
odnaleźliśmy to prawdopodobnie stare "Rösche N° 2" kopalni
"Emilie Anna".
Odwadniające wyrobiska pokładu "David" w tym rejonie, natomiast transport urobku
odbywał się szybem, na którego ślady natknęliśmy się powyżej wylotu sztolni.
To tyle teorii, czas najwyższy przejść do praktyki, nasza
decyzja co do omawianego
wyrobiska była jasna - sztolnie należy udrożnić i zbadać. Tak więc niedługo
później
pojawiliśmy się w okolicy Lubominka w tym właśnie celu. Była połowa kwietnia, przyroda
budziła się powoli do życia podobnie jak i my, najwyższa pora otrząsnąć się z zimowego,
eksploracyjnego
letargu i zabrać do działania. W miejscu zagłębienia stanowiącego
pozostałość po zasypanym wylocie
sztolni zaczęliśmy zgłębiać niewielki wykop. Zaledwie po kilkudziesięciu minutach od
rozpoczęcia pracy
grunt w miejscu gdzie kopaliśmy delikatnie się osunął, a naszym oczom ukazała się wąska norka
prowadząca
w głąb ziemi wprost do sztolni. Teraz wystarczyło pogłębić wykop o około 1m i po wszystkim. Nie
kryliśmy
zadowolenia, bo wspominając niejedną eksploracyjną kampanie, kiedy aby wejść do wnętrza obiektu
trzeba było wykonać
szalowany szybik o głębokości nawet 5m, była to dla nas miła odmiana. Dwie lub
trzy godziny kopania później, tuż po
usunięciu sporego kamienia wejście do sztolni faktycznie stanęło
otworem, jednak jak to w życiu bywa los uszykował nam