Odbyliśmy już kilka wypraw do tej kopalni, więc powstrzymam się od opisywania każdej z osobna i skupie się bardziej
na strukturze kopalni i tych strzępach z jej historii, które znam.
Sztolnia Złotych Wołów (Goldner Ochsen Stolln) była częścią większej XIX wiecznej kopalni Prophet. Której pola górnicze
rozciągały się na południowo-wschodnim zboczu Chełmca, potężnego masywu górującego nad Wałbrzychem. To niestety
wszystko, co wiem o historii tej kopalenki jak na razie. Więc nie pozostaje nam nic innego jak przejść do kwestii omówienia
samej kopalni i tego, co z niej zostało do naszych czasów.
Jedyne zachowane ślady po istnieniu kopalni znajdują się na zachodnim zboczu przytulonej do Chełmca góry o nazwie
Kopisko (688 m.n.p.m). Poniżej niewielkiego kamieniołomu, do którego prowadzi droga z Boguszowa.
Nieco powyżej poziomu kamieniołomu znajdują się ślady po potężnym szybie transportowym kopalni, obecnie w znacznym
stopniu jest on zasypany. Około 70m poniżej drogi, przy której wykuty został kamieniołom napotykamy na pierwotny wylot
sztolni, na którego miejscu jest teraz ceglana studzienka jest to pozostałość po wykorzystywaniu sztolni jako ujęcie wody
jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Niestety, tamtędy nie dostaniemy się do środka. Obecnie jedyne możliwe wejście do kopalni
prowadzi przez prawie dziesięciometrowej głębokości studzienkę techniczną. Którą zapewne też wybudowano w okresie
kiedy sztolnia była wykorzystywana przez wodociągi. Wspomniana studzienka znajduje się około 20m poniżej drogi i jest
częściowo przykryta granitową płytą. Kiedyś można ją było sforsować za pomocą oryginalnej żelaznej drabiny, ale
oczywiście została ona wyszabrowana na złom... Na szczęście niedawno jakaś grupa zapaleńców, zamontowała w
cembrowinie stalowe pręty po których dosyć łatwo można się dostać do środka kopalni.
Na dnie studni napotykamy na korytarze biegnące w dwóch kierunkach. Jeden w stronę pierwotnego wylotu sztolni. Po jego
zbadaniu okazuje się, że ma on tylko około 10m długości i kończy się zawałem. Ponadto poruszanie się w nim utrudnia fakt,
że jest on w znacznym stopniu zagruzowany. Chodnik w przeciwną stronę biegnie w kierunku potężnego szybu, którego
cześć można oglądać z powierzchni. I tam właśnie się teraz kierujemy. Po około 10m korytarza docieramy do niewielkich
rozmiarów salki. Po lewej jej stronie na spągu znajduje się wylot szybu, który prowadził kiedyś na niższe, obecnie
niedostępne poziomy kopalni. Ma on zachowaną oryginalną obudowę i wymiary około 1,5m x 3m, głębokość 12m gdzie
znajduje się zagruzowane dno. Często w szybie zalega woda, ale zdarza się ze jest całkowicie suchy. Zostawiamy szyb i
dalej kierujemy się prostym korytarzem po kilku metrach docieramy do kolejnej salki, tym razem powstała ona z powodu
odnalezienia większego gniazda złoża i jego wybrania. Następnie czeka nas spacer około 70m prostym monotonnym
korytarzem o wymiarach 1m x 1,5-2m. Po jego pokonaniu docieramy do największej komory ma ona około 5m wysokości i
w znacznym stopniu jest wypełniona urobkiem. Kilka metrów dalej w chodniku napotykamy niewielką betonową tamę
służącą do spiętrzania wody. Jest to kolejna pozostałość po ujęciu wody. Mijamy tamę i korytarz zaczyna robić się coraz
mniejszy, w końcu docieramy do obudowanego belkami przodka. W tym miejscu znajduje się potężny zawał, który został
spowodowany przez zasypanie wielkiego szybu transportowego. Kiedy sztolnia pełniła funkcje ujęcia wody został on
przekopany żeby ułatwić jej spływ. Stąd urobek w największej komorze. Niestety belki niewytrzymały próby czasu i przejście
znów jest niemożliwe.

To już koniec naszej wyprawy czas więc na małe podsumowanie. Według map górniczych sztolnia powinna mieć około
400m długości. Niestety po niewiele ponad stu metrach dalszą drogę uniemożliwia zawał. Inna ciekawa sprawa to kwestia
istnienia niższych poziomów w kopalni i to jest ciekawy materiał na dalszą eksploracje...

Aust